- Nic nie zostało, prócz tęsknoty -Insynuował zwiędły liść,Co powiedziawszy, opadł – złoty,Jakby miał w drogę z wiatrem iść.
Spoglądał na mnie tak żałośnie,Jakby mu było ginąć żal,Widząc, że drzewo nadal rośnie -Ubrane w złoto, jak na bal.
Nic nie zostało, prócz tęsknoty -Kontynuował dalej on(A na nim wszystkie żyłek splotyBiły w ten sam – żałobny – ton).
Nic nie zostało, prócz tęsknoty,Bo skończył się już wiosny cud.… A jeśli są gdzieś jakieś cnoty,Nadzieja Twa jest złudą złud!
- Nic nie zostało, prócz tęsknoty?A gdzie jest młodość? Ptaków śpiew?Gdzie czyjejś ręki gest i dotyk?(Tętniła w żyłach dumna krew).
Tak nastrojony uroczyście,Zrobiłem krok i – licho bierz (!)- Zdeptałem liść. Lecz razem z liściemTęsknotę podeptałem też...