Nad ranem zagrzmiało – lunęło i leje.Ja idę po Szczęście. Po drodze się śmieję.Bo – niech metaforą się tutaj posłużę -W ocean mą duszę zmieniły kałuże!
Więc idę radosny. A co tam mi deszcze!(Jesienny deszczyku! Ty mów do mnie jeszcze!Nie będę prowadził dziś z tobą dyskusji -Twój stukot jest prawie, jak gra na perkusji).
… Nad ranem zagrzmiało – lunęło i leje,Lecz w końcu przestanie. Mam taką nadzieję...Ten dzień jest od rana umarły i straszny -Ach, kto mi wybaczy mój humor rubaszny?
Po plecach dreszcz idzie, a w oczach mam szarość.Czy to jest październik? Czy może już starość?Pogoda okropna! Choć wszystko się klei,Ja iść nie przestanę. Nie stracę Nadziei
Na Szczęście! Na Radość! Na wczesną wiosnę!- I na to, że zlany tym deszczem – urosnę!A chociaż przedziwne przeżywam katusze,Ja idę po Szczęście. I dojdę... Bo muszę!