Prowadziło rozhowory szare wróbli stadko:- Co tam słychać u sąsiada? – Zgoła nic, sąsiadko!- Wietrzyk wieje! – Co za ranek! – Boli mnie skrzydełko!Las zaś nie mógł się nadziwić takim ptasim zgiełkom.
Gdy tak sobie świergotały na wysokim drzewie,Każdy milczał zasłuchany w słodkim ptasim śpiewie.Nagle wietrzyk powiał silniej, zgiął koronę drzewa –Odfrunęło wróble stadko, by gdzie indziej śpiewać.
Szumi gorzko las zielony, pogrążony w ciszy,Lecz spragniony ptasiej wrzawy – echo tylko słyszy.Bowiem chwile najpiękniejsze trwają bardzo krótko –Bóg je daje złu na przekór i na przekór smutkom.
Każdy swoją górę Tabor kiedyś w życiu spotka;Bożą mocą go przemieni owa chwila słodka.