Kiedy miasto moich marzeń w proch i w pył się kruszy,Smutno bywa w moim domu i w dziecięcej duszy.Myślę, ile jest na świecie niekochanych dzieci,Którym drogi żadna dzisiaj gwiazdka nie oświeci;
Które ufać Tobie nie chcą – nie poznały CiebieI nie mówi im o Tobie gwiazdek rój na niebie;Które Prawda Twoja gorszy, Miłość – nie zachwyca;Tych, co nigdy ku Krzyżowi nie zwróciły lica!
Tak bym pragnął owym dzieciom serce zanieść w darze,Lecz się wokół ze mnie śmieją, że tak o tym marzę.Niech nikogo to nie dziwi, że się czasem trwożę,Czy nad losem moim czuwasz, dobry, mocny Boże.
Zatem, Jezu, Ty mnie naucz wierzyć jak najprościej,Że w opiece jestem czułej Bożej Opatrzności.