Pewnej artystce i dziewicyZaimponować raz chciał mim,Jednak, grywając na ulicy -Zaimponować nie miał czym.
Chciał przezwyciężyć monotonię.Jakże chciał grać w teatrze... Ach!Za płotem zaś – jak na ironięStał właśnie teatralny gmach...
Artystka grała w tym teatrzeI wiedział dobrze o tym mim(Często przychodził na Nią patrzeć).Cóż, kiedy mim był byle kim?
Pragnął artystce oddać serceI pomalowaną swoją twarz,I buta dla Niej w butonierceCodziennie – biedny - nosił, aż
Pewnego razu mim zaniemógł(Cucili wszyscy Go na gwałt!).- I chciał mim bardzo, ale nie mógłZajęcia swego zmienić kształt.
Marzył o scenie, o publice -Ze skutkiem jednak raczej złym:Musiał wychodzić na uliceNasz biedny, zakochany mim...
I skołatane swoje serceNarażał wciąż na nowy stres,I w takiej bywał poniewierce,Jak wyrzucony za drzwi pies.
Wchodził tak z sercem swym złamanymCodziennie między prosty lud -Między ulice i stragany,By parodiować kaczy chód.
Zaś naśladując tak krok kaczy,Wzbudzał u ludzi gromki śmiech(Lecz grać wśród tłumów – cóż to znaczy?Żeby tak raz w teatrze... Ech!).
… Aż przyszedł czas, że w biednym mimieWezbrał stopniowo wielki bunt.Co gadać tu o pantomimie:- On kochać chciał. I to był grunt!
Gdy poszedł więc na bezrobocie,Poczuł się wreszcie niczym gość.Nie dziwmy mima się głupocie:On pantomimy miał już dość!
Pewnego razu na spacerze(Nieważne, który to był rok -Nie wierzył sam – i ja nie wierzę)Mim zastał na ulicy tłok...
Wśród tłumów grała tam artystkaJedną z pantomimicznych ról.- Piękna! I pełna wdzięku wszystka!… Ogarnął mima wielki ból.
Zmieniła swe kwalifikacjeArtystka pełna gracji... - Ach!(I chyba jednak miała rację,Bo czasem trzeba zmienić fach).
Wśród słońca, mrozu i wśród wiatruArtystka grała. A cóż mim?Mima przyjęli do teatru,Ale się nie ucieszył tym.
Po pewnym czasie zaś na scenieMim wydał swój – ostatni – dech.Poddając zajście to ocenie,Trzeba powiedzieć: to był pech.
Płakali wszyscy na pogrzebieI dzwony biły: „bim”, „bam”, „bim”.Usiadł i płacze teraz w niebie,Bo tak artystkę kochał mim...