Rwałem róże i stokrotkiI wręczałem Ci ze śmiechem,A ich pąków zapach słodkiWracał do nas wiosny echem.
- Aż przerwałaś to milczenie,Zarzucając mi na szyjęUpleciony, barwny wieniecZ róż, kaczeńców i lilijek.
Piękne, wonne, białe różeO zapachu, którym nęcą!Gdybyż można było dłużejStroić nimi skroń dziewczęcą...
Gdybyż można kaczeńcamiTak przyodziać nagie stopy,By świeciły na nich skramiWszystkie gwiazdy Europy!
Pozostanie ze mną piękno,Darowane tak rozrzutnie!Płatki, które co dzień miękną,Gdy się stroisz w nie, jak w suknię...
* * *
Wśród każdej w mym życiu godzinyWśród każdej najdroższej minutyPodążam do serca dziewczynyPrzez zimę. Przez styczeń i luty.A chociaż śnieg skrzypi wśród alej,Nadzieją się żywię (i rosnę!),Że jeśli iść będę tak dalej,To dojdę do Niej na wiosnę.
(…)
Dziś wybacz, że piszę tak krótko,Że wiersze Ci daję – nie róże.Ja chciałbym na przekór Twym smutkomSwe serce Ci dać... w miniaturze.