Dawno temu, w kraju dziatwyŻywot ponoć wiódł niełatwyDobry władca – Pracuś III,Który bardzo kochał dzieci.
Jak to czasem w życiu bywa,Dziatwa owa przeszczęśliwaDokuczała Mu, niestety,Kiedy dla Niej prał skarpety,
Bawił, śmieszył, robił zupyI wychodził po zakupy.Jak świat światem, król zaś królem,Nie zdarzyło się w ogóle,
Aby jakiś król na świecieMógł uchybić etykiecie.Jak król królem, świat zaś światem,Nie widziano tego zatem,
Żeby władca znakomityZa plecami dworskiej świty,I nie wiedzieć w jakim celuSkrył się w jednej z komnat wielu.
Poszukują Go pospołuEntuzjaści protokołu,Ministrowie tudzież pazie -Nigdzie nie ma Go na razie...
Gdzie Go szukać – swoją drogą?Może dzieci dopomogą?Rozpoznają Go po strojuW baszcie, lochach, w przedpokoju?
... Bo, choć cenny czas ucieka,Nie ma króla – lud narzeka;Skarb dochody swoje traci;Gorzko płaczą dyplomaci...
Dzieci jednak niech nie płaczą -Jeśli władcy nie zobacząW żadnym zgoła z tych pomieszczeń,Kiedyś do Nich wróci jeszcze...