W skwarne, letnie popołudnie,Lis zmartwiony tym, że chudnie,Że mu w brzuchu ciągle burczy,Powziął plan obrazoburczy:- Muszę – co chce, niech się stanie -Zdobyć gęsi zaufanie.Mym ratunkiem – przyjaźń szczera,Jakem rudy lis przechera.Wkradł się chyłkiem na podwórko -Tam, gdzie gęsi skubią piórkaI, gdzie zasnął z wielkiej nudyBurek – równie, jak on, chudy.Widząc taki obraz sielski,Uśmiechnięty przyjacielskoLis pazury swe zaciera:- Jakem rudy lis przechera –Co za uczta! Obiad suty!Połknąłbym go w trzy minuty,Nawet mimo Burka pieczy...Zaś do gęsi głośno rzecze:– Tylko w lesie, miłe panie,Gęś się wreszcie gęsią stanie,Oswojoną, pulchną, tłustą,Sytą ziarnem i kapustą.Wszak wiadomo nie od dzisiaj:Czym dla gęsi jama lisia,Tym jest dla mnie przyjaźń szczera,Jakem rudy lis przechera…Co wyrzekłszy, okiem błyska,Pianę przy tym tocząc z pyska;Wszystkie gęsi zaś zachwycaTania lisa obietnica.Na głupoty gęsiej dowódSunie poprzez wieś korowód.Z wielkim triumfem go otwieraWiecznie głodny lis przechera.Gęsia próżność gęsi niesie.Niosła. Bowiem w gęstym lesieLis na cztery łapy kutyZjadł je ponoć w trzy minuty,Kres przyjaźni kładąc lisiej.Wszak wiadomo nie od dzisiaj:Czym dla gęsi przyjaźń szczera,Tym dla lisa… Et caetera.
Spotkanie z poezją w Twojej szkole, przedszkolu lub bibliotece
Zygmunt Marek Miszczak chętnie odwiedza dzieci, młodzież i seniorów — czyta wiersze, opowiada o bohaterach historii i rozmawia o tym, skąd biorą się słowa.