W całym parku tej niedzieli było uroczyście;Jesień cała się ubrała w szczerozłote liście.Spoglądała cicho z drzewa – dumna, jak laurkaGospodyni orzechowa – rudy zuch: wiewiórka.
Drzewa losem poruszony, stukał bez pamięciMój przyjaciel czarnopióry – dobry lekarz: dzięcioł.Zaszumiało, zapachniało setką barw kobierca,Aż się okrzyk wydać chciało z dziecięcego serca!
Aż się chciało podziękować temu, który – zda sięStworzył wszechświat kolorowy w całej jego krasie,Więc szepnąłem: - Gdy dorosnę – zaraz, już za chwilkęZ serca temu podziękuję, który... – i umilkłem.
Echo ciepło zaś odrzekło: - Nie bój się, głuptasie,Można Bogu dziękczynienie składać w każdym czasie...